Dodatki na bloga
www.babyradio.pl - Pierwsze Radio Dzieci
O mojej malutkiej, coraz większej dziewczynce. O wegetarianiźmie. O macierzyństwie. O odkrywaniu, że świat jest przyjaznym miejscem.
RSS
piątek, 18 maja 2012
TO JAKIŚ ŻART

Bambosz nadal uważa, że z tym nocnikiem to jakieś żarty. Nie dowierza mi gdy mówię, że ani tatuś, ani mamusia nie robi siusiu w majtki. Że do tego służy pan Sedes, ewentualnie nocniczek, a nigdy przenigdy dywan, kanapa, szal mamusi, czy jej buty. Pod tym względem nie możemy się dogadać, bo ja bardzo szybko tracę cierpliwość i już po szóstej zmianie odzieży puszczają mi nerwy, a Bambosz w szampańskim nastroju nadal podejrzewa, że ja też w ukryciu się moczę, a na sedes siadam tylko, żeby się przed córka popisać.  No cóż, nie od razu Kraków zbudowano, pierwsze poniesienie główki, siadanie, raczkowanie, chodzenie, pierwsze słowa też nie wydarzyły się z dnia na dzień. Wydawało mi się, ze na wszystkie te etapy czekam latami, a przecież są już dawno za nami.  No ale ba, tutaj dochodzi ten nieprzyjemny element plamienia, konieczności prania, wiecznego suszenia i bycia cały dzień czujnym.  Pozostaje mi wierzyć, że w końcu nastanie ten piękny dzień, gdy wszystko pozostanie suche…

 

 

14:07, burzochron
Link Komentarze (1) »
czwartek, 17 maja 2012
RODZICE W BAJKACH NIE ISTNIEJĄ

Na co my, rodzice jesteśmy im w ogóle potrzebni? We wszystkich znanych mi bajkach, motyw rodziców jest albo wycięty, albo w tle, albo patologiczny. Mogłabym przypuszczać, ze bajkopisarze promują dysfunkcyjny model rodziny. No bo:

Bolek i Lolek latali po podwórku samopas i nikt się o nich nie troszczył,

Pszczółka Maja nie posiadała rodziców, pochodziła z wielkiej kadzi jajeczek (in vitro?),

Kopciuszek miała ojca, który miał ją gdzieś i bardzo, ale to bardzo złą macochę,

Jaś z Małgosią to już zupełna porażka. Rodzice istnieli, ale gdy tylko zabrakło chleba (dla nich?), wyrzucili dzieci do lasu i jeszcze przykazali im wrócić z jedzeniem. W niektórych wersjach pojawia się motyw ojca, który udając, ze idzie z dziećmi na wycieczkę, celowo zostawia ich na pastwę losu. Co ciekawe, ta sama bajka funkcjonuje w wielu kulturach, czytałam np. o dzieciach znad rzeki Ukajali, które wyprowadzone w dżunglę przez ojca, szukały drogi do domu. Pomógł im jaguar.

Kubuś Puchatek, czyli mały chłopiec Krzyś mieszkający w lesie w otoczeniu pluszaków. Brak choćby wzmianki kto mu je kupił.

Moja ukochana Lulu z przyjaciółmi, to samo! Zero nadzoru, choć na szczęście maluchy wspominają czasem rodziców, więc gdzieś tam oni są.

Czerwony Kapturek: mamusia jest, ale zero odpowiedzialności za córkę: puszcza ją samiuteńką do lasu, gdzie grasują myśliwi! Zgroza.

Błazenek Nemo z filmu „Gdzie jest Nemo?”: ma zajebistego tatusia, który nie potrafił go jednak dopilnować, za to mamusię uśmiercono w pierwszej minucie bajki. BuuuL

Ojca szukał wytrwale reniferek Niko. To była dopiero heca, matka Niko widziała go tylko raz i nawet nie pamiętała jego imienia, a odnaleziony ojciec w ogóle nie pamiętał incydentu z poczęciem synka. No ale „spokojne twoje poroże”, grunt, że mały renifer samodzielnie przeszedł rzekę nieuchronnej zguby i pokonał stado wilków.

Bajeczki o gadających pociągach, samochodach i innego rodzaju pojazdach i sprzętach AGD i RTV to oddzielny wątek, mogę zrozumieć, że lokomotywa nie ma rodziców.

Miś Uszatek chodził do przedszkola, ale mieszkał sam, a jego przyjaciele świnka i króliki miały tylko mamusię. Być może dlatego, że samotnej matce łatwiej o miejsce w przedszkolu dla dziecka.

Dorotka wędrująca z przyjaciółmi odmiennych gatunków do Krainy Oz była sierotą, mieszkała z ciotką i wujkiem. Również i ona nie potrzebowała dorosłych do odkrycia kim jest, co i kogo lubi, ani do ochrony przez czarownicą ze Wschodu.

O co chodzi? Wygląda na to, ze dla dziecka ważne jest poczucie bezpieczeństwa, posiłki na czas (Bolek z Lolkiem siadali do gotowych śniadań, podawanych przez niewidzialne moce). Dzieci chcą by je kochano (Jaś z Małgosia płakali po wyrzuceniu z domu, Nemo pobawił się, zaszalał, ale zaraz potem chciał wracać do tatusia). Dzieci potrzebują samodzielnej zabawy, przechodzenia inicjacji w dorosłość, poznawania własnych możliwości (większość małych bohaterów wędruje samodzielnie, a jeszcze częściej z przyjaciółmi spoza rodziny przez las i przeżywa w nim mrożące krew w żyłach przygody, które kształtują ich charakter). No i koniec końców w krainie marzeń dzieci zawsze bawią się same, z innymi dziećmi, ewentualnie z pluszakami (Krzyś).

10:50, burzochron
Link Komentarze (2) »
wtorek, 15 maja 2012
JAK SIĘ NIE DAĆ ZIMNYM OGRODNIKOM

Nagłe ochłodzenie? Żaden problem! Biegamy z Bamboszkiem wzdłuż i wszerz na czas.

Spadł deszczyk? Jeszcze lepiej, kaloszki rules!

Bambosz z zapałem smaruje po kartkach, książkach, dokumentach i meblach.

 

A teraz coś na rozgrzewkę: bakłażan na ostro, czyli po Bamboszkowemu. Proszę dać mojemu dziecku potrawę z chili oraz kaszkę dla dzieci, zawsze wybierze to pierwsze.

Placuszki z bakłażanów, przyznam bez bicia nie wyszły jak należy. Należało je tylko obtoczyć w cieście z mąki, jogurtu i cebuli (plus chili i musztarda), a następnie wrzucić na patelnię i smażyć. Zdecydowanie dałam jednak za dużo oleju, bakłażany po prostu wypiły tłuszcz i po ich zjedzeniu czuję się grubsza o 10 kilo. Powinnam była dodać więcej pysznej, sarepskiej musztardy i może lepiej zapiec placuszki, niż je smażyć? Z pewnością wykorzystam i ulepszę ten przepis. Bambosz zjadła pół patelni, ostatecznie mogę więc uznać kulinarny sukces.

 

Warzywko na surowo też jest pyszne!

 

A teraz odpoczynek. Kuchnia wytarta i wywietrzona. Ja raczę się megaogromnym kubasem herbaty, a zza ściany słyszę: jakie wieeelkie oczy, jakie wieelkie uszy, jakie wieelkie zęby!! W pierwszej chwili sama zwątpiłam, ale tak, włąśnie tak: Bambosz "czyta" z pamięci bajeczkę o Czerwonym Kapturku. Ciekawe co by na to powiedział pewien znany profesor? ;)))

18:24, burzochron
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 14 maja 2012
DMUCHAWCE - LATAWCE

Weekend był pogodowo jakiś takiśtam. Dziecko taplało się w kałużach, a my czuwaliśmy nad kaloszkami, żeby pozostały na nóżkach. Przy pożegnaniu z babcią, Bambosz rozdarł się wniebogłosy. Babcia wcisnęła jej w łapki gałązkę bzu na pociechę, ale skutek był żaden. Na domiar złego, gdy tak rozpaczała, bez wypadł jej z rączek i Bambosz wpadła w histerię. Cała drogę wyła: "kwiatki, kwiatki", a łzy lały się jej jak grochy. Spieszyliśmy się, więc udawaliśmy, że wieziemy w wózku zupełnie obce dziecko, że nic nie słyszymy, a tak w ogóle to NIC się nie dzieje. Wreszcie wpadłam na pomysł, żeby nazrywać jej innych kwiatków (znalazłam tylko dmuchawce, niestety) i dziecko uspokoiło się. Przygalopowaliśmy na przystanek we względnym spokoju. Zignorowałam uwagę pani, która z nami wsiadała, że od dmuchawców dziecko na pewno dostanie alergii i będę musiała jechać z nią na pogotowie. Olałam też przepisy o niewnoszeniu śmieci na pokład autobusu. Dmuchawce były jak wentyl bezpieczeństwa, wyrwane z rączek włączyłyby syrenę alarmową.

14:15, burzochron
Link Dodaj komentarz »
piątek, 11 maja 2012
LULU I INNE ZIELONE STWORKI

Za oknem drze się wściekły wróbel i próbuje przekrzyczeć drozda. Widzę kawałek drzewa i to by było na tyle, jeśli chodzi o dzienną dawkę przyrody. Drzewo oprawione jest w ceglasty mur, a w tle za wściekłym wróblem szumią samochody i co jakiś czas rozlega się huk, bo właśnie w pobliżu rozrywany jest asfalt.

Oglądanie telewizji jest niewskazane dla dzieci, więc po każdej, piątej z rzędu godzinie gapienia się w bajki, odczuwam coś w rodzaju wyrzutów sumienia.

Przy okazji sama podglądam (16 razy na dobę) przygody żółwiczki Lulu i jej przyjaciół. Zatopiłam się w tym bajkowym świecie na amen. Gdzie jest świat, w którym grupa małych przyjaciół biega beztrosko po łące, pluska się w strumyku, nocą podziwia gwiazdy, a do szkoły wędruje przez malowniczy las, który też zresztą służy dzieciakom – zwierzakom za plac zabaw. Zazdroszczę żółwiczce nie na żarty. W dodatku wcale nie żyje w domku na prerii, ma w pokoju komputer, korzysta z Internetu i jest tak samodzielna i odważna, że budzi to mój podziw. Zawsze jako pierwsza odkrywa, że potwór to nie potwór, strachy nie istnieją, a tajemnicze odgłosy, to zwyczajne, codzienne zjawiska. Kocha się w niej królik Humorek, mały łobuziak, który nie wyobraża sobie żadnej zabawy bez Lulu.

Reszta przyjaciół to malutki jeżyk, tłuściutki borsuk, bliźniaki łasice i słodziutka, mała sówka. Każdy zwierzak jest inny, ale potrafią razem się bawić, akceptują się i wspierają. I nie spędzają czasu przed telewizorem, przy kuflu, ani na ględzeniu o tym czego nie ma, a powinno być. O nie! Czy to wiosna pełna kwiatów, czy słoneczne lato, barwna jesień, puchata zima (każda pora roku u Lulu to dzieło sztuki) oni bawią się! A to coś odkryją, a to kogoś uratują, a to naprawiają własne błędy. Eeeech… pożyć tak sobie chociaż z miesiąc…

Wszystkie odcinki Lulu znam na pamięć, chyba fan klub założę, czy coś.

09:20, burzochron
Link Dodaj komentarz »
środa, 09 maja 2012
DO NOCNICZKA

Przyszła pora na ten ważny krok w życiu każdego młodego człowieka, czyli nauka kontrolowania zwieraczy połączona z celowaniem w muszlę klozetową.  Odkładałam rozpoczęcie nauczania od grudnia i tylko strach, że dziecko będzie używać pieluch do podstawówki, zmusił mnie do podjęcia stosownych kroków, czyli:

 

  1. Niezałożenie Bombie pieluchy,
  2. Demonstracja procesu wydalania,
  3. Instruktaż (jak to mówią moje pielęgniarki) obsługi toalety,
  4. Pogadanka,
  5. Wielokrotne przypomnienie tematu pogadanki,
  6. Czyhanie ze szmatą do podłogi,
  7. Pranie, pranie, pranie,
  8. Pogadanka raz jeszcze,
  9. Krótkie przypomnienie, dlaczego właściwie tak mi zależy, żeby Bomba nie używała już pieluch.

 

Odkładałam temat, bo chciałam odroczyć jak najdalej etap, w którym każdy spacer będzie dostarczał mi nowych, nieznanych dotąd emocji, w stylu: gdzie jest WC, gdzie są krzaki, gdzie jest papier, gdzie jest Sanepid? Miałam wizję, jak to podczas zakupów galopuję z ryczącym dzieciakiem  do toalety, a tam zastaję gigantyczną kolejkę i  brud po kolana. Albo, jak to podczas przemiłego spaceru, z dala od domu, obserwuję rosnącą plamę na Bombie, a jest zbyt zimno, żeby ją przebierać, itp. I inne tego typu scenariusze. No przyznaję, nie chce mi się pracować, unikam dodatkowych czynności, jak ognia.

Wreszcie wstyd i nadmiar wolnego zmusił mnie do działania.

Bomba, jak to Bomba, również i do tego tematu przystąpiła z ochotą. Naznosiła sobie do łazienki stosy książeczek do czytania, zużyła do radosnej zabawy kilka rolek papieru toaletowego i po każdej udanej sprawie pokrzykuje sobie brawo, brawo, zachęcając nas entuzjastycznie do wtórowania.

W sumie odpieluchowanie okazało się prostsze, niż sądziłam. Cała trudność polega na tym, że trzeba w dość regularnych odstępach czasu (nie za krótkich i broń boże nie za długich!) pytać Bombę, czy chce na nocniczek. Trzeba też zrozumieć, że odpowiedź tak lub nie jest baaardzo myląca. Trzeba śledzić miny, gesty, zegarek i ilość wyżłopanego soku. Trzeba mieć w pogotowiu dużo szmat, szmatek, ścierek, ręczniczków i specyfików do mebli, podłogi, dywanu i (tak, tak) butów. Trzeba być nieugiętym i się nie zrażać. Trzeba być cierpliwym, nie bić, nie krzyczeć, nie zawodzić i nie płakać. Trzeba jeszcze bardziej zwracać uwagę na to, co bierzemy do podręcznej torby (torbiszcza) na spacerek.  No i ogólnie luz. A! no i trzeba zapomnieć o argumencie, że przynajmniej zaoszczędzi się na pieluchach. Może kiedyś tam, jak zwrócą się koszty inwestycji:

  1. kilka nocników (dom, domy babć, klapka na sedes, nocnik „turystyczny”)
  2. niezliczona ilość majtek (dziennie schodzi tego więcej, niż pieluch),
  3. zwiększone zużycie proszku do prania, odplamiacza, środków czyszczących, szmatek, itp.
  4. neopersen forte,
  5. kubek z chytrą zatyczką, żeby dziecko nie żłopało ponad normę.

 

No i ogólnie, wiadomo, dumna jestem, jak cholera.

13:29, burzochron
Link Komentarze (4) »
wtorek, 08 maja 2012
TAK WYGLĄDAMY

Tak wyglądamy w jej dwuletnim świecie.

11:59, burzochron
Link Komentarze (7) »
niedziela, 06 maja 2012
24 KWIETNIA 2012

Wczoraj Bambosz powiedziała:

 

Chyba mnie coś boli,

Mamusia nie słyszy z okna,

Matka schowała kremik,

Gra muzyczka Arsenal meczyk,

Ciocia Agata lubi ruszać kabelki,

A Kubuś Puchatek i Mejejstwo i Kapciołuszy i Tygrysek???

A pani Igienistka z Maślaną śpi?

A pani doktor łożwyła patyczek i dabała brzuszek, plecki i nóżki,

 

Większość z powyższych wypowiedzi użyta została  w zupełnie innym kontekście, niż by się mogło zdawać.

11:37, burzochron
Link Komentarze (2) »
20 KWIETNIA 2012

PAN PIKUŚ I INNE TRIKI

 

Zastosowałam wszystkie znane mi triki i wczoraj się udało! Dzieciątko wróciło grzecznie prowadzone za rękę do domu, a ja nie klęłam na czym świat stoi i nawet uśmiechnęłam się do pani, która prowadziła na smyczy wielkiego kuporoba.

Najpierw poprosiłam Bambosza, żeby była grzeczna (tak, wiem, to szalenie działa na dwulatka), a potem zaprowadziłam ja wprost do piaskownicy. Po drodze wymieniała mi pojazdy, które widzi (siamochód, siamochód, siamochód, kajetka pogotowia, siamochód, ooooo motoj!!!!). W piaskownicy pozwoliłam robić co chce, a niech się tarza, wcześniej tylko usunęłam kilogramy petów, butelek i kapsli po wieczornych, męskich dyskusjach o Euro. Doprawdy nie wiem dlaczego dorośli faceci tak kochają siedzieć nocą w piaskownicy?

Pozwoliłam dziecku tarzać się prawie godzinę. Machnęłam ręką nawet na Klan i teraz nie wiem nawet czy Grażynka kupiła te perły za 5 tysi, ale olać. Gdy poczułam, że już naprawdę czas do domu wyciągnęłam z plecaka pana Pikusia i poprosiłam Bambosza, żeby mu pokazała motor. Pokazała, a jak minęłyśmy parking, poprosiłam, żeby pokazała Pikusiowi niebieski domek i tak po kolei prosiłam, żeby pokazywała Pikusiowi wszystkie fajowe rzeczy w drodze do domu. Najlepsze do tego celu okazały się koty! Zawsze gdzieś jest jakiś kot do pokazania dziecku i zainteresowania go nim.

No i tym sposobem doszłyśmy bezkolizyjnie do samego domu. Cud!! Oby tylko zawsze chciało mi się być taka pomysłowa. Nie muszę dodawać, że gdy ja jestem spokojna, dziecko automatycznie też.

11:36, burzochron
Link Komentarze (2) »
18 KWIETNIA 2012

ODCHODOWE SPACERKI

 

Znowu zrypałam Maleństwo na spacerze. Yyyyhhhh... Nie wytrwam do końca buntu dwulatka. Uciekanie po psich kupach w stronę pedzących samochodów, zjadanie piasku z kocimi kupami, tarzanie się w gołębich kupach na chodniku i oczywiście wycie na cały regulator gdy tylko próbuję jej przeszkodzić w tych "odchodowych" zabawach. Ja rozumiem, że w kupie raźniej, ale bez przesady! W zasadzie nie wściekam się na Bambosza, chociaż to ona  niestety wysłuchuje, tylko na to moje beznadziejne osiedle, obsrane po kolana. A tam, gdzie nie nasrane - potłuczone butelki po alkoholu.

Ommmmmmm...

Pokój i miłość do ludzi. Cholernie trudne.

Frustrację pogłębiają tysiące wycelowanych we mnie okien, skąd mam wiedzieć czy moja wychowawcza metoda polegająca na pozostawieniu na chodniku wrzeszczącej dziewczynki i odejściu od niej na kilka kroków, nie spowoduje, że jakiś nadgorliwy sąsiad nie zadzwoni do opieki społecznej? Nawet jeśli wiem, ze przesadzam, to i tak frustruje mnie myślenie o tych oknach dookoła. Znalazłam sposób na zneutralizowanie stresu i się podzielę wiedzą:

1. Wyobrazić sobie najgorszy scenariusz sytuacji, która frustruje:

- Bambosz ignoruje mnie i pozostajemy w piaskownicy przez kolejnych 6 godzin,

- Wścibska i milutka paniusia zwraca mi uwagę, że nie wolno pozwalać by dziecko ryło w ziemi, leżało na betonie, wrzeszczało, itp.,

- Ktoś z daleka komentuje, ale nawet nie słyszę jak, po minie tylko rozumiem, że jestem potępiona,

- Tracę panowanie nad sobą i wymierzam... dziecku... klapsa

2. Wziąć głęboki wdech i zaakceptować te czarne scenariusze. Będzie to będzie. To nie koniec świata.

3. Ze spokojem, z dystansu ocenić, co można zmienić i poprawic w swoim podejściu lub zachowaniu.

4. I to zrobić.

Dam znać o skuteczności tej metody po kolejnych spacerku;))

11:35, burzochron
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 12